Zapraszamy na wystawę Zagubiony w elektrociepłowni, do galerii Krzysztofory, czynną od dnia 25 stycznia 2007 r.
"Zagubiony w elektrociepłowni" - to już ósma wystawa indywidualna Jakuba Ciećkiewicza - krakowskiego dziennikarza i fotografika, autora albumu "Światło Kraków", a także współorganizatora i uczestnika głośnej ekspozycji "Kameduli 400 lat w Samotności" (Barbakan, czerwiec, 2004).
Autor w ciągu 12 miesięcy, w dzień i w nocy, w różnych porach roku, odwiedzał z aparatem fotograficznym Elektrociepłownię Kraków, gdzie rejestrował nieznaną szerzej strefę pracy i najnowocześniejszych technologii. Tak powstał cykl prac artystycznych, do obejrzenia którego zapraszamy już od 25 stycznia.
***
Zagubiony w elektrociepłowni
Kiedy niebo staje się szkliste i twarde od błękitu - zapalają się pierwsze lampki sygnalizacyjne. Płoną zapałki kominów. Ogromne reflektory omiatają chłodnie. Bucha para. Zimne barwy przełamuje biel i doociepla czerwień.
Elektrociepłownia. Ogromny, wielohektarowy, abstrakcyjny park technologiczny. Żywe, futurystyczne cielsko. Plątanina przecinających się linii, lśniących pękatych rur, różowych i niebieskich zbiorników. Zielonych konstrukcji. Żółtych maszyn. Wielobarwnych lampek. Fabryka ciepła!
Wszystko tu uporządkowano z inżynierską precyzją. Główna droga wiedzie od wielopiętrowej hałdy pyłu węglowego - z gigantycznym pająkiem zwałowarki, poprzez labirynt transporterów, aż do paleniska wielkiego czajnika, który nakręca turbiny. Czajnik ma pewnie 8 pięter. Bucha nieustannie parą. Czajnik posiada taką moc, o jakiej zwykłym ludziom nawet się nie śniło!
Stoję tuż nad gwizdkiem. Na dachu kotłowni.
W niebo bije gorący wiatr. Wokoło widać rozświetlony Kraków. Wawel - jak na dłoni. Lampki Nowej Huty, uliczne estakady. A najbliżej - puste, parkowe arterie elektrociepłowni. Jest cicho. Bezludnie. Pracownicy z nocnej zmiany przesiadują za klawiaturami komputerów.
Bezruch panuje aż do drugiej w nocy. Pada deszcz. Zachlapuje obiektywy, zmiękcza węglowy pył, tworzy lśniące kałuże. Włóczę się, zagubiony, w gąszczu uliczek, zauroczony kosmicznym wyglądem i fabrycznym pięknem.
Nagle - prosto z nocy, wyjeżdża wielki spychacz. Pędzi na złamanie karku po hałdach, cofa się, nawraca, szaleje... Robię zdjęcia. Po raz pierwszy od wielu lat znowu ciekawi mnie praca, technika, przemysł - żółte kaski, czerwone kaski, niebieskie kaski... Ludzie i maszyny. Futuryzm. Marinetti!
Jakub Ciećkiewicz ( www.cieckiewicz.pl ) |